Wczoraj odwiedziłam Rosska ze względu na nowe promocje (o których będzie następny post) i przy okazji skusiłam się na trzy herbaty King's Crown również w promocji. Już wszystkie degustowałam :)
Z tego co czytałam, to napar z krzewu o nazwie rooibos, czyli coś co gościło w moim kubku po zaparzeniu dwóch z trzech zawartości pudełek, nie ma nic wspólnego z herbatą, jednak będę go tak nazywać, aby było łatwiej ;).
Pierwsza, którą próbowałam to karmelowo-śmietankowa. Jest przepyszna! Idealna na sezon zimowy, ale podejrzewam, że będę do niej wracać też w innych porach roku. Cudowny, słodki zapach i boski smak. Po prostu się rozpływam :D
Druga to zielona (mam złe wspomnienia z zieloną herbatą [Herbapol z opuncją figową...] fuuuuu! samo zuooooooo...), słoneczna Afryka z ananasem, mango i bananem. W składzie znajdziemy jeszcze jabłka, słodkie liście jeżyn i oczywiście aromaty, ale nie przeszkadza mi to, bo nie chcę odbierać sobie przyjemności :). Cudowna! To był mój pierwszy kubek herbaty, której nie posłodziłam (zawsze łyżeczka albo półtorej - ale mam małą łyżeczkę do cukru :D). Bardzo egzotyczna, możliwe, że dobrze smakowałaby latem z lodem ( trzeba spróbować ;) ). Również będę do niej wracać.
Trzecia to owocowa o smaku jabłek, daktyli i fig. Skład, hmmmmm: jabłka (41%), dzika róża, hibiskus, chleb świętojański, słodkie liście jeżyn, aromat, daktyl (1%) (skoncentrowany sok z daktyli, puree jabłkowe), figi (1%) (skoncentrowane puree z fig, puree jabłkowe), kwasek cytrynowy. Również w niego nie wnikam, ale daktyli i fig w niej tyle co kot napłakał. Podejrzewam, że taka sama historia byłaby z ananasem, mango i bananem w poprzedniej, ale cwaniaczki nie napisali składu procentowego ;). Wracając do herbaty, na tej ogromnie się zawiodłam. Bardzo słabo się parzy, jest mdła i prawie wcale nie różni się od popłukanego kubka po jakiejkolwiek innej herbacie. Dzisiaj zaparzyłam sobie aż trzy torebki (!) i dopiero miała jako taki smak, jednak mi nie przypadł do gustu. Zmęczę ją i wpiszę na czarną listę, żeby przypadkiem się nie pomylić i nie kupić jej drugi raz. Obawiam się, że tak będą smakować wszystkie "früchtetee", pseudoowocowe od King's Crown, więc najpierw będę próbować rooibosów ;).
Zachwyt i rozczarowanie? 2:1 :)
Próbowałyście już? Smakowało? A jakie są Wasze ulubione :)?
Xoxo ♥











